Słoneczny dzień. Godziny popołudniowe. Poddenerwowane wadery i zniecierpliwione basiory czekały, aż wilczyca beta urodzi swojego szczeniaka. Wiatr wiał każdemu w twarz, a każda kolejna sekunda stawała się coraz bardziej złośliwa. Ojciec nienarodzonego wilczka, potężnie zbudowany basior z mocami metalu, nie mógł się doczekać, aż zobacz swoje dziecko. Jego czerwone futro posklejało się całe od potu, a łapu trzęsły się z zachwytu. Pełno różnorodnych wader trzymało się siebie i chichotało, a niektóre z nich czarowały swoimi mocami. Tworzyły kwiaty, różowe serduszka i wszystkie małe prezenciki dla ślicznej, małej wadery. Basiory śmiali się i żartowali, szacując jaki będzie mały szczeniak. Niektórzy twierdzili, że będzie bezlitosny jak matka, a niektórzy, że silny i niezależny jak ojciec. Czasem padało słowo "lider" a czasami "przyjaciel". Wszystkie magiczne wilki z czasem utworzyły jedną grupę i razem rozmawiali. Młode wadery podskakiwały i piszczały, a basiory udawały, że im to nie przeszkadza. Ale największym zainteresowaniem był charakter i moce szczeniaka.
Po kilkunastu minutach czarno-biała wadera zawołała wszystkich, żeby obejrzeli szczeniaka. W jej głosie brzmiało zaniepokojenie. Cała wataha wilków rzuciła się do jaskni by obejrzeć małą waderę. Szczęśliwy ojciec gnał do przodu najszybciej z nich wszystkich, bardzo chciał zobaczyć swojego wilczka. Gdy dobiegł do swojej żony i spojrzał jej przez ramię, bardzo się zdziwił. Reszta wilków, gdy do nich obiegła, stłumiła nawet okrzyk rozczarowania. Wszyscy spodziewali się wadery, a tu ukazał im się mały basior. I to nie byle jaki basior. Wyglądał jak Wilczy Demon. Miał czarne futro, a na tułowiu miał czerwony pas od pyska do końca ogona. Czerwone, ostre jak brzytwa pazury i kończące się kolcami ogromne czarno-czerwone skrzydła, dawały wrażenie, jakby miał zamiar ich rozszarpać na strzępy. Ale jego oczy nie były złe. Lśniły błyskiem oka anioła, który chce tylko chronić. Machał swoim malutkim ogonem i łasał się jak pies, który znalazł swojego pana.
Przestraszona wadera przytuliła się do swojego męża, który patrząc na młodego basiora, widział w nim legendę. Wilka, który może daleko zajść. Poprosił więc swoją dobrą przyjaciółkę, by pokazała mu z jakich przyczyn jego syn ma taki wygląd i ten błysk w oku, gdyż ta miała taki dar.
Jego przyjaciółka pochyliła się niepewnie nad młodym wilkiem, wciągnęła jego zapach i nagle wydusiła z siebie czarny jak noc dym. W czarnej chmurze pojawił się dziwny obraz walczącego anioła z diabłem, którzy bronią się i uderzają własnymi mocami. Mały wilczek widząc to śmiał się i podskakiwał do góry wołając "Widziałem ich! Widziałem ich!".
Lecz nikt się nie cieszył. Każdy widział w małym coś, czego nigdy nie widzieli. I nagle zrozumieli.
Rozeszli się na swoje stanowiska i do łoży. Nawet matka odeszła od swojego młodego wilka, gdy ten gonił ją i płakał. Krzyczał "Mamusiu, czemu sobie idziesz?", lecz ona była bezlitosna i zostawiła go samego.
Mały basior został sam. Żadnej troskliwej duszy, która mogłaby go wesprzeć. Został tylko on i jego odbicie w kałuży łez. Patrząc na siebie widział wewnątrz anioła, ale z zewnątrz - demona. Uderzając małymi łapkami i krzycząc z bólu zdawał sobie sprawę, że już taki będzie cały czas. Musiał to sobie uświadomić, że pochodzi z walki anioła i diabła.
Ale usłyszał, że ktoś jest za nim. Ze łzami w oczach zauważył w ciemności wilczą sylwetkę z białymi jak śnieg świecącymi oczami, która była coraz bliżej i bliżej. Postawił swoje uszy i podniósł skrzydła gotowy uciekać przez otwór na suficie jaskini, przeznaczony dla małego światła. Ale to nie był żaden obcy, jak mu się zdawało. Był to jego ojciec, kóry wolno podchodził do wilka. Mały basior położył się na ziemi i wsunął głowę między swoje opadłe łapy. Skrzydłami zasłonił się i czekał, co zrobi ojciec. Ale ten tylko patrzył na niego.
Po chwili trącił go pyskiem, a młody wilk spojrzał na swojego tatę. Widział w nim ideał mężczyzny, którym chciałby być. Wstał i szeroko rozpostarł skrzydła, kóre tworzyły wokół niego ciemną aurę. Ojciec był z tego zadowolony. Podszedł do wyjścia jaskini umykając w jasności. Gdy zauważył, że jego syn nadal stoi w bezruchu, zawołał go, a mały poleciał za nim bardzo szybko. Uśmiechając się do siebie, tata młodego wilka rzekł:
-Nazywać się będziesz Zakoma. Ale twoje zdrobnienie to Kami. Wychowam cię na porządnego wilka. Nie martw się, wszystko się ułoży. Kiedyś staniesz się legendą.
Wypowiadając te słowa zniknął za progami jaskini. Kami bał się wyjść z jaskini, ale to ponoć on będzie legendą. Otrzepując się ze złych myśli ruszył do przodu w jasność za swoim promykiem nadziei.
"Wszystko się ułoży... Wszystko się ułoży..."
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz