niedziela, 25 października 2015

Od Hystea CD Voxe

Spacerowała po lesie poza terenem naszej watahy. Dziwne, że z pola widzenia watahy Unikatowych Serc ich wataha jest niewidoczna. Nie widać ruchomych piasków, nie widać skalnego golema, a harpie latające wokół lasów tylko się śmieją, przez co przechodzą po plecach ciarki. Zakoma postarał się w ubezpieczaniu watahy.
Gdy jakieś wilki zauważyły ją, użyła swoich mocy miłości. Bardzo dobrze, że to była wadera i basior. Przez nią ich serca wybrały się nawzajem, a gdy tylko trochę odeszła, zaczęły się tulić, chichotać i powtarzać jak bardzo się kochają. Co jak co... Ale chciało jej się wymiotować.
Zobaczyła magiczną barierę oddzielającą ich watahę od pozostałego świata. Wiedziała, że musi powiedzieć albo swoje motto, albo po prostu dotknąć bariery, żeby przejść na drugą stronę. Jej brat genialne wytworzył osłonę ich watahy, bo tylko członkowie mogą przez nią przejść.
Gdy przeszła na drugą stronę krzyknęłam z przerażenia. Jakiś biały wilk leżał na pustynii a z jego ciała unosiła się biała para wodna. Podbiegła z myślą, że to Kira. Tylko gdzie były jej skrzydła!?
-Hej! Wstań, Kira! Obudź się!
Krzyczała i próbowała jakoś pomóc waderze. Ale wtedy wilk się odezwał i już wiedziałam, że to nie Kate.
-H...Hystea? - Jego słaby głos przemówił do niej, a zatroskany ton pozwolił jej poznać kto to.
-VOXE! - Krzyknęła i przeskoczyła na drugą stronę jego ciała, żeby osłonić go przed promieniami słonecznymi. - Co ty tutaj robisz?!
Próbował wstać i nadal mieć otwarte oczy, ale jego turkusowe oczy pobladły, a powieki samoczynnie zamykały się. Przytrzymała go ze łzami w oczach, kiedy on chciał coś do mnie powiedzieć. Zatknęłam mu pysk.
-Nic nie mów! - Rozkazała. - Bo będzie jeszcze gorzej!
Ale on już się nie ruszał. Nie oddychał. Jego serce nadal biło, ale bardzo wolno i bardzo słabo. Hystea oblała się łzami. Jej kochany przyjaciel umiera, a ona nic nie może na to poradzić. Jego białe ciało pozbawione jakiegokolwiek koloru przestało wytwarzać parę wodną. Był już całkowicie odwodniony, a Voxe należał do wilków wodnych. Potrzebował wilgoci, by przeżyć.
-Och Voxe! - Krzyczała i uderzała łapami w piasek. - VOXE!!!
Odwróciła się do niego. Pod skórą można było zobaczyć jeszcze małe bicia serca.
Podeszła do niego i położyła głowę na jego martwej szyi. Łzy leciały z jej oczu strumieniami.
-Voxe... Mój przyjacielu... - W tym momencie wybuchła szlochem.
Krzyczała i nie zwracała uwagi na nic. Jej kochany przyjaciel umierał, a ona nie wie może go jeszcze uratować.
Gdy Hystea znowu położyła głowę na jego szyi, otworzył swoje blade oczy. Jego klatka piersiowa wraz z jego wydechem unosiła się i opadała. Hystea odskoczyła do tyłu jednocześnie ze strschem, ale i z radością.
-Hystea... - Zaczął patrząc na nią swoim już turkusowym okiem. - Łzy...
-Łzy? - Spytała przestraszona. Po co mu łzy? Ale po paru sekundach zrozumiała. - Ach tak, łzy!
Voxe uśmiechnął się, a jego futro nieco odzyskało swoją poprzednią barwę. Wstał chwiejąc się, ale i tak poszedł w kierunku Fioletowej Wybranki.
Hystea była tak niezmiernie szczęśliwa, że podbiegła do niego i dała mu całusa w policzek. On w tym czasie zarumienił się i myślał, jak tu jej wyznać, że ją... kocha... Jednakże ona była wilkiem miłości. Czy wilk miłości może kochać?
Pomogła mu podejść do jeziora w Fioletowej Wybrance. Fakt, że jego jezioro było trochę dalej, ale Voxe musiał wskoczyć do wody w tej chwili.
W Fioletowej Wybrance czas zawsze płynął szybciej. Gdy byli już obok Księżycowego Jeziora, nagle na niebie pojawił się księżyc. Słońce zaszło, a niebo poczerniało. Tysiące gwiazd mieniło się białą barwą, a miliony fioletowych kwiatów zgodnie z przepowiednią przy świetle księżyca zaczęły świecić na fioletowo.
Hystea obserwowała całe zmiany w Fioletowej Wybrance. Jej zdaniem to tutaj powinna odbywać się ceremonia zaślubin, albo wyznawanie miłości. Jednocześnie żałowała, że nie trafiła na swoją miłość.
Voxe tymczasem z pluskiem wskoczył do wody. Zamienił się w ciecz (bo tak widzieli go "nie-wodne" wilki) a tak na prawdę poprostu był w wodzie. Jednocześnie mógł przepłynąć przez małe odpływy, bo woda to woda, wszędzie się zmieści.
Za każdym razem, kiedy miał wyjść z wody, cofał się i pływał sobie w jeziorze. Bał się wyjść do Hystey. Jego miłość do niej rosła, a ona... Grr, zawarczał i odpłynął od tych złych myśli.
Po paru chwilach Voxe wyskoczył z wody cały i zdrowy. Hystea uradowała się i wskoczyła na niego. Razem tulili się i obracali śmiejąc się od ucha do ucha.
-Kocham cię! - Wykrzyknął.
I w tym momencie zapadła cisza. Voxe cały oblał się rumieńcem i natychmiast pożałował swoich słów. Wymsknęło mu się to z jego pyska.
Hystea odeszła trochę dalej, cały czas na niego patrząc. Położyła się między fioletowymi kwiatami i patrzyła w ziemię.
-Voxe... - Zaczęła. - Ja...
Ale on nie mógł tego znieść. Odwrócił się z grymasem na twarzy i wskoczył do wody znikając z pola widzenia Hystey.
-Ja ciebie też kocham... - Przyznała. Voxe źle myślał, że jako wilk miłości nie umie kochać. Jest odwrotnie. Wilk miłości gdy kogoś pokocha, to zostanie z nim na całą wieczność.
Ale on tego nie słyszał. Leżał na dnie jeziora plecami i patrzył tylko na mieniącą się wodę od światła księżyca...
<C.D.N.>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz