Szłam spokojnie leśną ścieżką, wsłuchując się w szum liści. To była naprawdę piękna noc. Niebo było ciemne jak pióra kruka, a gwiazdy śliczne świeciły. No czego chcieć więcej? Pewnie towarzystwa, ale od dobrych 20 lat nie widziałam żadnego wilka, więc się przyzwyczaiłam.
Ostrożnie stawiałam każdy krok, jakby to miało jakieś większe znaczenie i wpatrywałam się w dal. Miałam zamiar upolować sarnę lub chociaż zająca, byłam okropnie głodna. Z tych terenów pewnie wszelka zwierzyna pouciekała, urządzałam tu sobie łowy od chyba tygodnia. Nie dziwiłam im się.
Wzbiłam się w powietrze i szybowałam ponad koronami drzew. Kochałam tą szybkość i wiatr w sierści. Dziękowałam losowi, że dostałam skrzydła. Właściwie, to nie miałam ich od urodzenia, wyrosły mi tak same z siebie. Nie mam zielonego pojęcia jak to się stało. No nic, to nie pora na rozmyślanie o przeszłości. Liczy się teraz, a dokładnie w tej chwili przeleciałam nad zającem. Wzbiłam się jeszcze wyżej i z prędkością światła zaatakowałam go.
-Och, no trochę marny ten zajączek -powiedziałam zawiedziona-No trudno, najwyżej poszukam jeszcze jednego.
Był całkiem dobry, ale mały i wychudzony. Usiadłam na kępce mchu i myślałam, gdzie znów zapolować.
-Chmm...Zawracać nie będę, bo za dużo nie znajdę, na boki nie będę iść, bo ostatnio spotkałam tam niedźwiedzia... No to na wprost.
Podleciałam trochę wyżej i zaczęłam się rozglądać.W oddali zauważyłam mały punkcik. Pomyślałam, że to sarna i bez większego zastanowienia poleciałam w tamtą stronę, tak szybko, że aż niektóre liście pospadały z drzew. Gdy byłam jakieś 10 metrów nad tym "punktem", który według mnie był sarną, on okazał się być wilkiem. Szybko zmieniłam tor lotu spadając na drzewa i wyłamując mniejsze gałęzie, po czym w stylu kaleki spadając prosto w krzaki. No, mój najgorszy upadek.
Wstałam szybko, co sprawiło mi lekki ból i spojrzałam na nieznajomego.Widać było, że szedł w moją stronę. Zaczęłam się wycofywać, ale też dokładniej mu przyglądać. Mało co jest w stanie mnie przestraszyć, ale jego wygląd był przynajmniej niepokojący. Był wysoki, czarny, no i jeszcze te wielkie skrzydła uniesione do góry. Chyba mnie jeszcze nie zauważył, przynajmniej miałam taką nadzieję.Odwróciłam się i chciałam biec, ale z rozpędu wpadłam na drzewo.Zaliczyłam piękną glebę. Nadal leżąc otrząsnęłam się i spostrzegłam, że wilk stoi tuż nade mną. Zakryłam się lekko skrzydłami, może mnie nie zaatakuje.
-No to już chyba po mnie-pomyślałam
<Zakoma? No wiem, wyszło krótko i śmiesznie>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz