-Hej, Zakoma, tu jestem! - Wykrzyknęła Rita, gdy ja schodziłem w dół ze skały alf. Biegła do mnie z uśmiechem na twarzy. Zrobiło mi się ciepło na sercu, bo bardzo lubiłem patrzeć na uśmiechy moich towarzyszy.
-Hej, Rito! - Odkrzyknąłem jej i zleciałem do niej.
-Jak się czujesz, panie?
Parsknąłem śmiechem. Lubiłem żarty, a Rita bardzo dobrze żartowała mówiąc do mnie jak do jakiegoś króla. Owszem, jestem alfą, ale nasza wataha jest dopiero początkowa... Musimy ją ładnie dopracować i będzie super.
-Doskonale, młoda samico alfa. - Wyznałem jej stanowisko. Ta spojrzała na mnie jak na idiotę, ale po chwili szeroko się uśmiechnęła.
-Młoda... Alfo?
-Oczywiście! Brakowało mi tutaj alfy, a jak widzę, masz mnóstwo pomysłów i wielki zapał. Nadajesz się na przedstawicielkę naszej watahy, dlatego przyznaję ci to stanowisko.
Rita wybuchnęła radością. Wzniosła się w powietrze i robiła kółka tworząc małą wichurę. Krzyczała przy tym "Juhuuu" i śmiała się do wszystkiego. Złapała nawet jednego z przelatujących obok ptaków i zaczęła go tulić. Niestety ten zemdlał i musiałem go uratować od upadku, za to Rita nadal krążyła nad drzewami.
Po pewnym czasie gdy przyglądałem się jak zakreśla kółka, przybiegła do mnie Hystea, która dyszała i była cała spocona.
-Ach, siostro, przyda ci się kąpiel. - Udawałem, że się duszę od jej potu. Ta zrobiła groźną minę i zawarczała.
-Zakoma, to poważna sprawa!
-Jaka sprawa? - Zmartwiłem się.
-DeadWalk uciekł z watahy. Zostawił tylko ślady krwi...
-Co takiego?! - Opanowała mną złość. Byłem bardzo zdenerwowany. Nasz zabójca uciekł nic nie mówiąc...
-Uciekł! - Wykrzyknęła ze złością Hystea, rozsiewając wokół miłosny pył. - Zdrajca!
-Spokojnie, siostro. Najwidoczniej nie docenił watahy... Ale za to mamy kogoś innego zamiast niego.
-Kogo, bracie? - Spytała zaciekawiona, a jej moce miłości ucichły.
-Spójrz do góry!
A na górze latała rozweselona wadera. Nowa Alfa Watahy Diamentowej Duszy...
<Rita?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz