Gdy się mnie spytał, czy polatam z nim nad watahą, zdziwiłam się. Myślałam chwilę, aż w końcu sobie przypomniałam, czym jest wataha.
-No właściwie...Dawno z nikim nie rozmawiałam-powiedziałam lekko zamyślona.
-Tak?Dużo czasu minęło?-zapytał i ruszył do przodu.
-Dokładnie to tak chyba z 28 lat. Oczywiście, nie licząc pewnego"spotkania" z takim jednym 10 lat temu, ale wolę o tym nie mówić-odpowiedziałam, wspominając stare czasy-Straciłam już rachubę.
-Uuu, to okropnie długo.Musiało ci brakować towarzystwa?-spytał z nutą troski w głosie.
-Przyzwyczaiłam się. Wędrowałam sobie po świecie, ćwiczyłam latanie, bieganie i moce.
-A jeżeli mogę spytać, jakie masz moce?-usłyszałam w jego głosie ciekawość.
-Podnoszę przedmioty siłą woli, czytam w myślach i przesyłam swoje.Mogę manipulować zwierzętami lub je opętać.Ta ostatnia jest przydatna, ale męcząca.Opętałam kiedyś chyba sarnę na 10 minut, tak dla ćwiczeń, a potem nawet nie wiedziałam, czy leżałam czy spałam pół dnia.W mojej rodzinnej watasze ci "mądrzy" mawiali, że to wielki dar.Według mnie nie, w porównaniu z tymi, co zabijają wzrokiem.Ale ciekawie jest przejąć kogoś ciało na jakiś czas.-opowiedziałam wszystko dokładnie.Normalnie to bym z nikim nie wdała się w taką rozmowę, ale Zakoma wzbudzał we mnie...Zaufanie?Chyba można to tak nazwać.
-Rozumiem-widać było, że chciał jeszcze o coś spytać, ale się powstrzymał-Moje moce też są męczące, ale niebezpieczne.-powiedział i lekko się uśmiechnął.
-Wierzę ci-odwzajemniłam uśmiech-A dużo wilków jest w twojej watasze?
-Nie specjalnie, więc dla każdego się jeszcze znajdzie miejsce-zaśmiał się-Chciałabyś dołączyć?
-Um...No...Tak!
-Świetnie! Zaraz dojdziemy do jej terenów, ale widok ładniej wygląda z góry. Możemy polecieć, no chyba, że skrzydła cię bolą.
-Nie, nie bolą-powiedziałam i wzbiłam się w powietrze.
-Hej hej, zaczekaj na mnie!-odpowiedział i także podleciał do góry.
Szybowaliśmy do końca dnia.Zakoma pokazał mi tereny watahy i opowiadał ich historie. Dzień nam minął świetnie.
-Zakoma, a czy jesteś nieśmiertelny?-zapytałam.Nie wiem czemu, ale bardzo mnie to ciekawiło.
-Oczywiście, a ty?
-Właściwie, to sama nie wiem.W mojej rodzinie było kilka wilków nieśmiertelnych, mnie nie przewidywali na takiego.Ale po tylu upadkach, które miałam w życiu, a szczególnie po wpadnięciu na drzewa przy naszym pierwszym spotkaniu, chyba by już mnie nie było-zachichotałam.
-Nie martw się, sprawdzimy to jeszcze. Musimy juz lądować, bo się ściemnia.Jutro ci wyznaczę stanowisko, już nawet wiem jakie, a teraz... Wyścigi?
-No pewnie!
<Zakoma?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz