czwartek, 15 października 2015

Historia Kiry

Kolejny dzień i znów to samo. Nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam widok umierających pod moimi łapami wilków, które przez jedynie przypadek wkroczyły na nasz teren. Nie jestem taka jak reszta ,nie umiem byc aż tak bezlitosna. Rodzice mówili ,że im to odpowiada i też się przyzwyczaję ,ale ja wiem ,że to się nigdy nie stanie. Przez to wszystko myślałam nawet o samobójstwie ,ale stwierdziłam ,że jest za wcześnie ,by podejmowac takie decyzje...ciągle czekam na jakiś cud.
Moi rodzice zginęli z niewyjaśnionych powodów ,po prostu pewnego razu poszli na polowanie i nie wrócili. Teraz w watasze nie mam już nikogo... oprócz Mattew'a ,ale to nigdy nie była moja miłośc ,tylko wybór ojca. Powiedział ,że jestem jedną z najsłabszych w stadzie, ale jeśli zajmie się mną wilk alfa ,to może coś ze mnie będzie. Od tego czasu muszę mu usługiwac ,a jest to stworzenie naprawdę wybredne i obrzydliwe.
Obudziły mnie rażące promienie porannego słońca. Trzeba się zbierac. Arisza ,najstarsza w stadzie wadera zapowiadała coś na dzisiaj i jak zwykle nie powiedziała nam co to będzie ,,Pewnie kolejna mordownia z rana..." - Pomyślałam. Pogoda była idealna. Lekki wiatr, niezbyt ciepło ,a ciemnawe chmury co jakiś czas zasłaniały słońce. Jak zwykle wzbiłam się w powietrze ,okrążyłam kilka drzew i zwolniłam ,by zobaczyć jak to wszystko pięknie wygląda z góry, po czym zaczęłam swobodnie spadać i w ostatniej chwili uratowałam się od upadku. Niestety ,moją powietrzna zabawę przerwał Mattew :
- Hej ,moja słodka co tam? Znowu się fochasz?! - darł się ,by zwrócić na siebie uwagę wszystkich w okolicy.
- Nie mów do mnie "moja słodka" , to ,że jesteśmy razem ,to pomyłka ,tyle razy ci to mówiłam ,więc daj mi wreszcie spokój!
- Uuuuu... - zabrzmiała widownia składająca się z Best Ziomeczków Forever Matt'a.
- Co, chcesz ze mną zerwać? Ty nawet nie wiesz jak kończą te ,które mi się sprzeciwiły ,więc lepiej od razu to odszczekaj!.. - Warczał ze wściekłością i już miał coś dodać ,lecz przerwała mu Arisza :
- Mattew! Co tak stoisz jak kołek? Przecież mówiłam ci ,że mamy wyruszyć wcześnie. 
- Aa ,no tak... A mieliśmy iść naa...?
- W głąb lasu... Mieliśmy udać się w głąb lasu ,by podszkolić te szczeniaki. Tyle czasu ,a one nadal się obijają jak tylko gdzieś idziemy. - Arisza była zawiedziona postawą Matt'a. Samiec alfa powinien być wzorem ,za to on zawsze myśli o wszystkim ,tylko nie o tym co trzeba.
Minęło sporo czasu za nim doszliśmy do miejsca ,w którym odbywają się treningi. Znajduje się ono w samym sercu lasu ,jest tu zimno ,ciemno i łatwo się połamać. Każdy chociaż raz w życiu tu ćwiczył ,ja tyle razy ,że zdążyłam się już przyzwyczaić do tutejszych warunków ,mało tego - lubię je. Siedząc i obserwując jak młode wilki zaliczają glebę potykając się o wystające korzenie drzew usłyszałam szelest w krzakach ,Arisza najwyraźniej też :
- Kate ,idź i sprawdź co to ,pamiętaj ,jeśli ktoś tam jest - przyprowadź tu go ,nie będą nam pchlarze zakłócac szkoleń. - Rozkazała mi po czym wróciła do oglądania i pośpieszania cwiczących szczeniaków.
Zarośla były bardzo gęste ,z trudnością się przez nie przedzierałam. Cały czas słyszałam szelest i dźwięk łamanych patyków.To na pewno coś większego niż wiewiórka. Nagle coś przemknęło mi przed oczami. Miałam wrażenie ,że schowało się za drzewem , od razu rzuciłam się w pogoń. Obcy próbował uciekać ,ale ja byłam szybsza i złapałam uciekiniera za ogon: 
- Błagam nie zabijaj! Ja tu tylko przechodziłem. - Krzyczał przerażony. - Mam jeszcze tyle przed sobą!
- Ja cię nie zabije ,ale oni mogą, więc dobrze ci radzę - bądź cicho!
J-jak to? To ty nie jesteś jednym z nich? To najgorsza wataha w okolicy! 
- Jestem ,ale ...- Zawahałam się słysząc zbliżającą się do mnie Ariszę :
-Kate! Co ty tam tak długo robisz?
- No już! Uciekaj ,bo cię znajdą! - Nakazałam nieznajomemu.
- Dobrze ,ale jak ja mam ci się za to odwdzięczyć? - Zapytał. Po chwili namysłu odpowiedziałam :
- W sumie ,to jest coś w czym mógłbyś mi pomóc... Legowisko mamy na zachodniej stronie lasu ,zjaw się tam w nocy ,powiem ci co robic . Biegnij!
Nieznajomy w ostatniej chwili wbiegł w krzaki. Chwilę później zjawiła się Arisza.
-Żadnego wilka tu nie było, pewnie jakaś sarna. -Skłamałam do Ariszy. Mam szczęście ,że jestem w tym dobra . Ta stara wilczyca zna styl kłamania każdego ,ale mnie nigdy jeszcze nie rozszyfrowała. 
Odkąd wróciliśmy nie zmrużyłam oka. Byłam pewna ,że obcy ,którego spotkałam wcześniej w głębi lasu nie pojawi się. Zrezygnowana i zmęczona popadłam w lekką melancholię ,gdy nagle usłyszałam szept :
- Ej ,ty! Wstawaj ,sama mnie prosiłaś ,żebym przyszedł ,a teraz śpisz? - Zapytał pół żartem mój dłużnik. Jego ruda sierść w tym świetle wyglądała na ciemno - czekoladową ,ledwie go rozpoznałam :
- Nie spałam, zamyśliłam się... Wątpiłam, że w ogóle się pokażesz.
- Jakbym mógł? Przecież uratowałaś mi życie.Z resztą pomaganie tak pięknej damie będzie dla mnie przyjemnością. - Oznajmił ,po czym ukłonił się i uśmiechnął.
- Nie popisuj się, na mnie to nie działa... Może wróćmy lepiej do tematu tej przysługi. - Mieliśmy mało czasu ,zaraz świt ,a wataha budzi się wcześnie ,nie mówiąc już o tym ,że i tak pewnie już ktoś stoi na straży.
- Dobrze ,więc w czym mogę pomóc?
- Słuchaj ,wiem ,że to będzie trudne i pewnie się nie zgodzisz, ale... Pomóż mi stąd uciec! 
- Zaraz, co? Ale jak? Przecież to nam się nie uda ,najpierw mnie oszczędzasz ,a teraz rzucasz na pożarcie?!
- Nie tylko ty zginiesz jeśli się nie uda,ja też się boję, na opracowywanie planu nie mamy czasu ,więc musimy po prostu postarać się działa ć cicho i szybko. - Raz kozie śmierć , mogę umrzeć,ale może mi się też udać,jeśli tak ,zacznę żyć od nowa , w nowym miejscu ,kto wie ,może też w lepszym stadzie.
- Ale ja...- Zaczął przerażony pomocnik.
-Zamknij pysk! Albo mi pomożesz i będziesz miał szanse przeżyć ,albo zginiesz teraz i w chmurkach będziesz żałował ,że nie spróbowałeś. -Rudy słysząc to zaskomlał ,po czym wyraźnie zaciekawiony zapytał
-Nie bierzesz nic ze sobą? Zwykle jak ktoś ucieka ,zabiera za sobą masę rzeczy.
-Ja nie chcę się spowalniać ,wezmę tylko to...- Odparłam zakładając na szyję srebrny medalion z wyrzeźbioną spiralą.
- Mhmm... rozumiem ,ale wiedz ,że jeśli niczego oprócz tego nie weźmiesz to trudno będzie ci później przetrwać.- Jego głos spoważniał ,tak ,że przez chwilę przypominał mi mojego ojca.
- Poradzę sobie. Jestem pewna tego co robię.
- Nie wątpię... patrz ,jeśli przejdziemy za tymi drzewami jest szansa ,że nas nie zauważą . - Oznajmił ,po czym oboje udaliśmy się w stronę wskazaną przez niego.
- Dobra ,to teraz może...- Zaczął,lecz przerwałam mu.
-Czekaj...słyszysz to ? - Niedaleko było słychać kroki. Ktoś idzie w naszym kierunku ,,Już po mnie"-pomyślałam.
- Biegniemy na trzy... raz.
- Co?! Nie uda nam się!
-Dwa...
-Przestań!
- Trzy! teraz ,szybko!
Byłam przerażona ,ale pobiegłam za rudym. Oczywiście stróżujący i reszta watahy to zauważyła i zaczęli nas gonić. Za nami było słychać wołanie ,,Kate! Stój ,co ty wyprawiasz?!" - krzyczał ktoś w oddali . Nie wiem kto to był. Byłam zbyt skupiona na ucieczce.
- Widzisz te dwa drzewa przed nami? Za nimi jest ukryte przejście. Jeśli dobrze pamiętam to prowadzi do tak zwanej Fioletowej Wybranki.
Gdy wybiegliśmy z ukrytego przejścia okazało się ,że mój dłużnik się mylił. Droga prowadziła do wąwozu ,którego nie dałoby się zwyczajnie przeskoczyć.
- Na niebiosa! Myliłem się. Ziemia nam się kończy ,co teraz?!
- Przelecimy.
- Ale ja nie mam skrzydeł!! - Muszę przyznać, że całkiem o tym zapomniałam ,ale było jeszcze jedno wyjście. Nagle poczułam ból w lewej tylnej łapie ,to Mattew drasnął mnie pazurami próbując zatrzymać.
-Wskakuj mi na plecy!
- Oszalałaś?! - Wahał się ,ale ostatecznie mnie posłuchał. Byłam już wyczerpana biegiem, więc wzbicie się w powietrze było dla mnie lekką ulgą. 
Przeleciałam nad wąwozem i dopiero po chwili dotarło do mnie ,że nikt już nas nie dogoni. Zwolniłam i spojrzałam za siebie- po drugiej stronie stał Matt ,był rozwścieczony. 
- To jeszcze nie koniec ,Kate! - Usłyszałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz