niedziela, 11 października 2015

Starcie 4 żywiołów by DeadWalk

Po raz pierwszy byłem na ziemi niczyjej. Po wygnaniu z mojej pierwszej Watasze gdzie się urodziłem, byłem ponizany i gnebiony. Odeszlem od tych którzy twierdzili, ze mnie kochają. Jednak widziałem w ich oczach, ze cieszą się, że odchodzę. Moja wataha uznawana 4 żywioły materialne i 4 żywioły neutralne. Legenda głosiła, ze kiedy tych 8 zywiolow zmierzy sie ze sobą powstanie nowa ziemia, nowy świat, nowe lepsze życie. W ich oczach byłem zwykłym basiorem, ale nie wiedzieli co potrafię zrobić. Gdyby tylko wiedzieli... uznaliby, ze jestem ich przywódcą i nawet Alfa by mnie słuchał.
Dobra, dość już tych bzdur potrafię zabijać wzrokiem, czyli śladem jednym z 4 neutralnych żywiołów, wladam ciemnością i światłem, czyli następnymi 2 zywiolami z 4. Pozostała mi tylko moc władania chorobą. Szedłem przez pustynię w poszukiwaniu lepszego życia. Było za gorąco więc trochę "sciemnilem" słońce i od razu było lepiej.
- Co ja tu wyprawiam! Powinienem teraz siedziec wsrod nich i robic z nimi co zechce! - zawolalem zpeszony. Wtedy ujrzalem drzewo. Podeszlem do niego. Takie ogromne drzewo na srodku pustyni. Po ustaniu jakis metr przed nim nastal wybuch nie slyszalny, lecz widzialny. Wygladalo to, jakby wielka blyskawica na raz poziomo uderzyla w te drzewo, a te wybuchlo i rozsypalo sie na miliony czesci. Przygniotla mnie wielka gałąź na której było kilka mniejszych. Urwalem jedną z mniejszych z moim imieniem. Zdałem sobie sprawę, ze było to drzewo przeznaczenia. W mojej watasze tylko jeden wilk je zobaczył i zdechł niedługo po tym nie zależało mi na przeżyciu, ale fajnie by było gdybym jeszcze mógł patrzeć na cierpienie kogoś innego, a nie mnie. Przeszedłem jeszcze jakieś parę kilometrów i padlem ze zmęczenia. Po kilku minutach zaczęło się ściemniać. Przynajmniej miałem pewność, ze nie zostane upieczony, albo ugotowany przez ten upał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz