Chodziłam z Zakomą po Lesie Wschodzącego Słońca. Było tam naprawdę pięknie. Po jakimś czasie zauważyłam w wodzie wadery. Były inne niż te ''normalne''. Wyglądały jak dusze. Były naprawdę śliczne. Po chwili zamieniły się w drzewo, wodę Słońce i mech.Zdziwiło mnie to, no ale najwyraźniej tak już było. Zakoma zaczął mi wtedy opowiadać ich historię. Gdy spytałam się go, skąd to wie, odpowiedział, że same mu to powiedziały. To już było dziwne. Postanowiłam już dalej nie dopytywać i szłam dalej. Rozglądałam się, żeby zapoznać się trochę z terenem. Zaczęłam się zastanawiać, gdzie Zakoma chce zorganizować to spotkanie. Przecież wszędzie były tak piękne widoki, że aż rozpraszające. Jeszcze ten zapach, tak ładnie mówiąc dawało tymi kwiatami, że aż nos mógł odpaść, ale jednocześnie był całkiem przyjemny. No cóż, pewnie to ma jakiś swój cel. Przestałam o tym myśleć, jeszcze przypadkiem się zagubię, czy coś.
-Ech, Zakoma, ja wiem, tu jest pięknie i tak dalej, ale czemu to spotkanie ma się odbyć akurat tutaj?-zapytałam i kichnęłam, bo nawąchałam się za dużo kwiatów.
-Bo widzisz, chodzi o to, że...-Przerwał i zaczął się nad czymś zastanawiać.-Najprościej mówiąc, nie było innych pasujących terenów. Nie moglibyśmy pójść na Zimowe Samobójstwo, albo Mroźnej puszczy.
-Czemu?-zapytałam, ale się już domyślałam o co chodzi.
-Za zimno.-Powiedział i szeroko się uśmiechnął.
-Wiedziałam.-Powiedziałam i zaczęłam się śmiać.
Chodziliśmy tak jeszcze chwilę. Cały czas nam szybko minął, ciągle się śmialiśmy. Po jakimś czasie zobaczyłam wilki z watahy, idące w naszą stronę. Zakoma staną na wysokim kamieniu, na który mnie też zaciągnął.
-Mam dla was parę ważnych informacji...-Zaczął
<Zakoma?Podobno masz teraz wenę.>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz