Byłem wściekły. Oczywiście opary z lawendy przygotowane przez Hysteę i Voxe'go uspokoiły mnie, ale nadal panowała nade mną złość. Ale spokojnie, Rita jest, więc będziemy mieli kolejnego wilka zastępującego DeadWalka. Jednocześnie trochę kuło mnie w serce... Ale dobrze, zauważyłem nadlatującą Ritę, więc wyszłem z jaskini alf.
-Witaj Rito!
-Zakomo, poszłam zawiadomić wszystkich naszych członków watahy o zebraniu. Dobrze się spisałam?
-Doskonale! Daję ci tytuł szlachecki! - Zażartowałem, a Rita uśmiechnęla się. - A tak na prawdę to zapraszam cię na spacer.
-Dobrze, panie.
Znowu zaczęliśmy się śmiać. Wznieśliśmy się w powietrze i polecieliśmy do Lasu Wschodzącego Słońca. Kolejne dusze zmarłych przyjaciółek... Wyglądały jak wodne wilki Voxe'go, jednak były odrobinę inne. W każdej z nich było widać małe, diamentowe serduszko bijące rytmem zgodnym kolejnych wader. Cudownie było patrzeć na takie diamentowe stworzenia.
-Są piękne... - Przyznała Rita.
-Tak, to prawda. - Westchnąłem, a wadery natychmiast zmieniły się w swoje więzienia, czyliw drzewo, wodę, słońce i otaczający mech. Rita zrobiła dziwną i przestraszoną minę, więc postanowiłem ją uświadomić o klątwie. - Widzisz, te stworzenia kiedyś były normalnymi wilkami w swojej watasze. Były najlepszymi przyjaciółkami, lecz jedna z nich się zakochała w basiorze. Bogowie nie pozwolili na to, żeby miłość zepsuła tak ogromną przyjaźn, więc zmienili je w mech, słońce, drzewa i ten strumyk. Czasami wychodzą w postaci diamentowych stworzeń i śmieją sią, rozmawiają, współczują, oraz zajmują się tym miejscem...
-O rany.... Skąd to wiesz? - Spytała pełna entuzjazmu tajemnicą naszych terenów.
-W sumie... - Zastanowiłem się, a po chwili spojrzałem w taflę wody. Ukazała mi się jedna z wader, która do mnie puściła oko. - Same mi to powiedziały.
<Rita?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz